wtorek, 27 października 2009

Piercing - robić, czy nie robić?

Ozdabianie ciała kolczykami ma długą tradycję. W naszych czasach jest na szczęście bezpieczniejsze i mniej bolesne niż kiedykolwiek i być może dlatego zdobywa ostatnio sporą popularność. Nadal jednak wiele osób jest zdania, że kolczyk w brwi czy pępku nie zdobi, lecz szpeci. Ta notka ich nie przekona, gdyż nie będziemy tu rozprawiać o gustach :) Ci natomiast, którzy są piercingiem zainteresowani, być może dowiedzą się z niej kilku przydatnych rzeczy.

Najbardziej popularne miejsca przekłucia

Najczęściej przekłuwanym miejscem są oczywiście uszy, a konkretnie płatki uszu. Rzadziej, ale też bardzo często przekłuwa się inne miejsca w uszach. Od pewnego czasu popularność zdobywają też tak zwane "tunele", czyli rozpychanie płatka ucha tak, aby stopniowo zrobić w nim duży otwór ozdobiony specjalnym kolczykiem.Tunel można także wykonać operacyjnie (polega to na wycięciu określonego miejsca na ciele, w którym umieszcza się tunel).


Bardzo popularne jest przekłuwanie brwi, ust, języka lub skrzydełka nosa. A niekiedy wszystkich tych miejsc jednocześnie ;-) Spośród nich najmniej bolesnym zabiegiem jest przekłucie języka, który także najszybciej się goi. Najtrudniejszym miejscem do wygojenia jest brew, która najbardziej jest narażona na bakterie. Mimo to goi się szybciej (choć mniej ładnie) niż nos, którego czas gojenia sięga 2-3 miesięcy.

Poza twarzą najczęściej przekłuwa się pępek. Ten rodzaj kolczykowania stosują głównie panie. Ozdabianie pępka kolczykami stało się popularne tak bardzo, że miejsce to przekłuwają nawet osoby, które nigdy wcześniej nie były zainteresowane piercingiem. Oto siła mody ;-) Należy jednak pamiętać, że wprawdzie kolczyk można wyjąć, kiedy się rozmyślimy, ale blizna po przekłuciu pozostanie na zawsze.

Inne miejsca przekłuć to sutki, narządy intymne, kark, plecy, miejsca nad obojczykami - wyobraźnia ludzka jest nieograniczona, a chirurgia podąża za nią krok w krok. Oto kilka przykładów oryginalnego piercingu:

Po czym poznać dobre studio piercingu?

Kiedy już zdecydujemy się na miejsce przekłucia, musimy wybrać odpowiednie studio piercingu. Powinno ono posiadać certyfikaty potwierdzające odbyte szkolenia, a przede wszystkim odpowiednie zaplecze sprzętowe. Na co zwrócić uwagę?

- Czy osoba wykonująca zabieg używa jednorazowych, oddzielnie pakowanych rękawiczek chirurgicznych (a jeśli wykonuje zabieg w obrębie jamy ustnej pacjenta, to dodatkowo maski).
- Czy narzędzia są po każdym zabiegu czyszczone mechanicznie i chemicznie a następnie umieszczane w autoklawie.
- Czy używane są jednorazowe igły, po każdym zabiegu odkładane do pojemnika o sztywnych ściankach,a następnie wyrzucane.
- Czy zużyty sprzęt jednorazowy niszczony jest w spalarniach odpadów medycznych.

Wszystkie te warunki są gwarancją bezpieczeństwa zarówno pacjenta, jak i wykonującego zabieg, dlatego bezwzględnie należy ich przestrzegać.

Jak dbać o miejsce przekłucia?

Przekłute miejsce goi się różnie w zależności od organizmu, miejsca ciała, pory roku i - oczywiście - higieny. Trzeba pamiętać, że miejsce przekłucia to w gruncie rzeczy rana i tak należy je traktować. A więc: bezwzględnie utrzymywać w czystości, kilka razy dziennie przemywać odpowiednimi płynami - najczęściej jest to sól fizjologiczna. Nie bawić się kolczykiem, nie dotykać brudnymi dłońmi, nie wyjmować kolczyka przed upływem wyznaczonego czasu.

Co jeszcze?

Istnieją oczywiście przeciwwskazania do przekłuwania ciała. Należy do nich alergia na metale, zmiany skórne w obrębie miejsca przekłucia (na przykład pieprzyk lub krosty), infekcja skóry lub inna w obrębie przekłucia - na przykład infekcja gardła, kiedy planujemy przekłuwać język. Są też choroby, przy których piercing jest zabroniony (nowotwór, zakażenie wirusem HIV, hemofilia, zapalenie wątroby) lub wymaga szczególnej ostrożności (cukrzyca). Nie wolno także przekłuwać ciała, jeśli bierzemy leki przeciwzakrzepowe, w tym aspirynę.

piątek, 23 października 2009

Cuda poranne

Codziennie rano, kiedy wstaję zaspana do pracy, błogosławię wynalazek makijażu. Budzę się zapuchnięta - tak już mam - twarz traci owal, oczy są znacznie mniej wyraziste niż normalnie, po prostu mały dramat.

Najpierw myję twarz żelem o orzeźwiającym zapachu. Ten, którego używam zawiera małe granulki, masaż nim poprawia krążenie w skórze. Potem nakładam krem - o tej porze roku jest to krem chroniący przed zimnem - i idę zjeść śniadanie. Kiedy krem się wchłonie, wracam przed lustro i nakładam makijaż. Wcale nie gruby, zazwyczaj ograniczam się do umalowania oczu - to zupełnie wystarcza, jeśli nie mam tego dnia ważnego spotkania. Po pięciu minutach mam wyraziste spojrzenie tylko dzięki użyciu dwóch-trzech kolorowych kosmetyków! Rzut oka w lustro i przepełnia mnie głęboka wdzięczność dla ich wynalazców.

Jeśli naprawdę się spieszę, ograniczam się do użycia wodoodpornego tuszu do rzęs. Podobnie jak większość kobiet, nie mogłabym się obejść bez tego kosmetyku. Nowożytna historia tuszu do rzęs jest wzruszająca: miksturę z płynu węglnego i wazeliny wymyślił niejaki Thomas Wiliams, poruszony losem swojej nieszczęśliwie zakochanej siostry Mabel. Żeby zaspokoić Waszą ciekawość, poniżej zdjęcie z rodzinnego albumu Wiliamsów oraz opakowanie produkowanego do dziś tuszu w kamieniu polskiej firmy Celia.



Kosmetyk ten dawał piorunujący, jak na rok 1913, efekt i wkrótce siostra zdobyła serce wybranka. Wiliams, który z zawodu był chemikiem, zachęcony sukcesem założył firmę kosmetyczną. Nazwał ją Maybelline.

Osobiście jestem zdania, że ten wzór rozumiejącego brata powinien mieć pomniki w każdym mieście. W drodze do pracy mogłabym tam wpadać i składać kwiaty w podzięce ;)

środa, 21 października 2009

Zamieszkać w wannie

Uwielbiam się kąpać. Przesiadywanie w gorącej wodzie to mój nieuleczalny nałóg. Wracam do domu, w przelocie robię herbatę i wchodzę do wanny, po czym zupełnie tracę poczucie czasu. Mogę tam siedzieć godzinę albo dwie, szczególnie, jeśli mam wciągającą książkę.

Nic dziwnego, że jestem wielbicielką wszelkich dodatków do kąpieli: płynów, olejków, pian, musujących babeczek... Niedawno odkryłam pastylki barwiące wodę - zachwycająca rzecz. W dodatku wychowałam się w czasach, kiedy dostępne były tylko przaśne płyny do kąpieli o zapachach sosny albo bzu, w obu wersjach równie trudne do zniesienia.
Była też "szyszka": proszek, który nasza mama wsypywała do wanny z opakowania w kształcie szyszki właśnie i który też pachniał sosną, ale bardzo pięknie, dziś już nic aż tak nie pachnie. Ktoś z Was pamięta coś podobnego?

Teraz na szczęście są różne fantastyczne mydlarnie, które oferują cuda z całego świata. Nigdy nie mogę między nimi wybrać, chodzę, wącham, dotykam, aż wreszcie zdecyduję się na jakiś produkt tylko po to, żeby żałować, że nie wzięłam jeszcze trzech innych :) 

 
Oczywiście wszystkie te produkty mają określone właściwości pielęgnacyjne. Co wybrać? Dla osoby z cerą skłonną do przetłuszczania dobre będzie na przykład mydło siarkowe z Morza Martwego, a dla cery wrażliwej - savon noir z Maroka. Dla zmęczonej - płyn o zapachu rozmarynu, a dla zestresowanej - lawendy. Perełki do kąpieli są dobre dla każdego, kto ma wannę, tak samo jak kule musujące. Jeśli nie przepadacie za pływającymi w wannie paproszkami, wybierzcie taką bez dodatku suszonych ziół, ale jeśli Wam to nie przeszkadza, warto skorzystać z ich naturalnych właściwości.

Na koniec dodam, że na rynek powracają produkty całkowicie naturalne i bardzo mnie to cieszy, szczególnie, że moja skóra niezbyt dobrze reaguje na duże stężenie chemii. Pojawiają się zapomniane od dziesięcioleci, jeśli nie wieków, twarde szampony, czyli po prostu specjalne mydła do włosów, a także pielęgnacyjne balsamy krojone w bloki i delikatne płatki mydlane do prania.


Kilka słów o jesieni i modzie

Nie cierpię w jesieni i zimie tego, że trzeba się ciepło ubierać. Okutani od stóp do głów w płaszcze, szale, czapki i botki nawet przy największych staraniach wyglądamy jak bałwanki. Nie widać ani sylwetki, ani twarzy - może to i lepiej zresztą, bo czerwony z zimna nos nie mieści się w żadnym kanonie urody. W Japonii przychodzące z zimnego dworu gejsze spędzały dłuższy czas w specjalnym, ciepłym pomieszczeniu, żeby nie pokazywać się gościom z zaczerwienionymi nosami. Bardzo dobry zwyczaj, moim zdaniem.

Oczywiście można, wzorem wielu dziewcząt, mimo chłodu nosić nadal krótkie spódniczki, pantofelki, kurteczki do bioder i paradować z gołą głową. Niestety odbija się to na zdrowiu, jeśli nawet nie od razu, to po paru latach. Odmrożenia stóp i dłoni (a raz odmrożona skóra już nigdy nie będzie piękna), choroby zatok i nerek, reumatyzm - to tylko niektóre efekty takiego źle pojętego strojenia się. Tak więc ja noszę ciepły płaszcz do połowy uda, szal, czapkę i ciepłe buty - i wszystkie te rzeczy doprowadzają mnie do szału, bo nie znoszę się grubo ubierać, no ale co robić?

W dodatku moda na aktualny sezon nie nastraja optymistycznie: na wszystkich wybiegach królują kolory ponure, ciemne i proste.

U Gaultiera szaro


U Chanel czarno:


U Givenchy czarno-biało z lekką domieszką bladego różu.

Troszkę lepiej na rodzimym poletku: Izabela Łapińska proponuje wprawdzie płaszcze w kolorystyce zgodnej ze światowymi trendami, ale do nich kolorowe dodatki:

I w tym kierunku pójdę i ja. Mój ulubiony cieplutki płaszcz jest wprawdzie modnie czarny, ale tym lepiej będzie kontrastował z kolorowymi rajstopami i zakolanówkami, które zamierzam zakupić w najbliższym czasie. Bo mimo tego, co dyktują projektanci, jestem zdania, że jesienią trzeba mieć na sobie coś kolorowego!