piątek, 23 października 2009

Cuda poranne

Codziennie rano, kiedy wstaję zaspana do pracy, błogosławię wynalazek makijażu. Budzę się zapuchnięta - tak już mam - twarz traci owal, oczy są znacznie mniej wyraziste niż normalnie, po prostu mały dramat.

Najpierw myję twarz żelem o orzeźwiającym zapachu. Ten, którego używam zawiera małe granulki, masaż nim poprawia krążenie w skórze. Potem nakładam krem - o tej porze roku jest to krem chroniący przed zimnem - i idę zjeść śniadanie. Kiedy krem się wchłonie, wracam przed lustro i nakładam makijaż. Wcale nie gruby, zazwyczaj ograniczam się do umalowania oczu - to zupełnie wystarcza, jeśli nie mam tego dnia ważnego spotkania. Po pięciu minutach mam wyraziste spojrzenie tylko dzięki użyciu dwóch-trzech kolorowych kosmetyków! Rzut oka w lustro i przepełnia mnie głęboka wdzięczność dla ich wynalazców.

Jeśli naprawdę się spieszę, ograniczam się do użycia wodoodpornego tuszu do rzęs. Podobnie jak większość kobiet, nie mogłabym się obejść bez tego kosmetyku. Nowożytna historia tuszu do rzęs jest wzruszająca: miksturę z płynu węglnego i wazeliny wymyślił niejaki Thomas Wiliams, poruszony losem swojej nieszczęśliwie zakochanej siostry Mabel. Żeby zaspokoić Waszą ciekawość, poniżej zdjęcie z rodzinnego albumu Wiliamsów oraz opakowanie produkowanego do dziś tuszu w kamieniu polskiej firmy Celia.



Kosmetyk ten dawał piorunujący, jak na rok 1913, efekt i wkrótce siostra zdobyła serce wybranka. Wiliams, który z zawodu był chemikiem, zachęcony sukcesem założył firmę kosmetyczną. Nazwał ją Maybelline.

Osobiście jestem zdania, że ten wzór rozumiejącego brata powinien mieć pomniki w każdym mieście. W drodze do pracy mogłabym tam wpadać i składać kwiaty w podzięce ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz