środa, 21 października 2009

Kilka słów o jesieni i modzie

Nie cierpię w jesieni i zimie tego, że trzeba się ciepło ubierać. Okutani od stóp do głów w płaszcze, szale, czapki i botki nawet przy największych staraniach wyglądamy jak bałwanki. Nie widać ani sylwetki, ani twarzy - może to i lepiej zresztą, bo czerwony z zimna nos nie mieści się w żadnym kanonie urody. W Japonii przychodzące z zimnego dworu gejsze spędzały dłuższy czas w specjalnym, ciepłym pomieszczeniu, żeby nie pokazywać się gościom z zaczerwienionymi nosami. Bardzo dobry zwyczaj, moim zdaniem.

Oczywiście można, wzorem wielu dziewcząt, mimo chłodu nosić nadal krótkie spódniczki, pantofelki, kurteczki do bioder i paradować z gołą głową. Niestety odbija się to na zdrowiu, jeśli nawet nie od razu, to po paru latach. Odmrożenia stóp i dłoni (a raz odmrożona skóra już nigdy nie będzie piękna), choroby zatok i nerek, reumatyzm - to tylko niektóre efekty takiego źle pojętego strojenia się. Tak więc ja noszę ciepły płaszcz do połowy uda, szal, czapkę i ciepłe buty - i wszystkie te rzeczy doprowadzają mnie do szału, bo nie znoszę się grubo ubierać, no ale co robić?

W dodatku moda na aktualny sezon nie nastraja optymistycznie: na wszystkich wybiegach królują kolory ponure, ciemne i proste.

U Gaultiera szaro


U Chanel czarno:


U Givenchy czarno-biało z lekką domieszką bladego różu.

Troszkę lepiej na rodzimym poletku: Izabela Łapińska proponuje wprawdzie płaszcze w kolorystyce zgodnej ze światowymi trendami, ale do nich kolorowe dodatki:

I w tym kierunku pójdę i ja. Mój ulubiony cieplutki płaszcz jest wprawdzie modnie czarny, ale tym lepiej będzie kontrastował z kolorowymi rajstopami i zakolanówkami, które zamierzam zakupić w najbliższym czasie. Bo mimo tego, co dyktują projektanci, jestem zdania, że jesienią trzeba mieć na sobie coś kolorowego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz